Recepcja i promocja „King Konga” w międzywojennej Polsce

Reklama King Kinga w czasopiśmie „Kino dla Wszystkich” z 30 lipca 1933 roku.

Materiał ten stanowi w dodatek do prelekcji „King Kong: Amerykański król potworów”, którą wygłosiłem w lutym 2020 roku w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej we Wrocławiu w ramach cyklu popularnonaukowych prelekcji „Fenomeny Popkultury”.

Zauważyłem wówczas, że spore zainteresowania wzbudziły prezentowane przeze mnie materiały dotyczące oryginalnego King Konga (1933, Merian C. Cooper, Ernest B. Schoedsack) z polskiej prasy międzywojennej. Część z nich demonstrowałem wcześniej na fanpejdżu (pierwszy ponad rok temu) i tam również spotkały się z zainteresowaniem. Uznałem więc, że warto byłoby zamieścić na blogu więcej tego typu materiałów. Tym bardziej, że i tak mam je zarchiwizowane, ponieważ już od jakiegoś czasu myślę nad artykułem poświęconym promocji i recepcji King Konga w II RP.

W dalszej części wpisu możecie zapoznać się z dwiema reklamami pokazów King Konga, ośmioma recenzjami („Kino”, „Kino dla wszystkich”, „ABC”, „5-ta Rano”,, „Czas”, „Nowy Dziennik”, „Polska Zbrojna”, „Kurjer Poznański”) oraz dziesięcioma innymi materiałami dotyczącymi tego filmu. Te ostatnie dzielą się na materiały publikowane przed polską premierą King Konga, budujące zainteresowanie filmem, i po niej, wyjaśniające techniki zastosowane przy jego realizacji – nie bez błędów, gdyż autorzy artykułów, byli przekonani, że w King Konga wcielał się aktor w kostiumie goryla. W bonusie zamieszczam również trzy afisze reklamowe wznowień King Konga z 1938 roku.

Przed premierą filmu na łamach tygodnika „Kino” ukazała się jeszcze dwuczęściowa nowela na podstawie filmu, tę jednaj pozwoliłem sobie zostawić na inną okazję – zamieszczę ją na blogu w osobnym wpisie.

Reklamy projekcji King Konga

„Dziennik Poznański”, r. 75, nr 234, 11.10.1933.

„Nowy Przyjaciel Ludu”, r. 22, nr 3, 05.01.1935.

Recenzje King Konga

„5-ta Rano”, r. 3, nr 272, 01.10.1933.

„King – Kong”

(Kino „Filharmonja”)

Reżyser filmowy w towarzystwie aktorki i kilkunastu statystów – marynarzy jedzie na tajemniczą wyspę, gdzie istnieją po dziś dzień potwory z epoki dyluwialnej. Podobny pomysł został już zresztą parę lat temu wyzyskany w obrazie „Świat zaginiony” wg. Conan Doyle’a.

Otóż wyprawa filmowa dociera do owej wyspy. Potwory i bestje zaludniające tę wyspę są karłami wobec potwora King-Konga małpoluda wysokiego na 23 metry!

King-Kong porywa białą kobietę i niesie ją w ręku wgłąb wyspy zabijając po drodze kilkunastu marynarzy. Dzielny kapitan ogłusza jednak bombą olbrzyma, ratuje niewiastę i przywozi Konga do cyrku w New Yorku, gdzie budzi on zrozumiałą sensację. Pewnego dnia Kong zrywa łańcuchy i wybiega na miasto, siejąc strach i zniszczenie.

Dostaje się na dach drapacza chmur i przepędza od siebie aeroplany, ziejące doń ogniem karabinów maszynowych. Wkońcu zostaje strącony!

Oto fabuła tego fantastycznego filmu.

(rg.)

„ABC”, r. 8, nr 286, 04.10.1933.

W krainie fantazji

Potwór „King Kong” stworzony przez Wallace’a

Kino Filharmonja wystąpiło z premjerą filmu „King Kong”, wykonanego dużym nakładem kosztów i pracy według specjalnie napisanego przez Edgara Wallace’a scenarjusza fantastycznego. Dwa lata temu Wallace otrzymał z Ameryki propozycję napisania 8 scenarjuszy. Amerykanie wyraźnie żądali, by były to scenarjusze ultra-sensacyjne. Powieściopisarz zdążył przed swoją niespodziewaną śmiercią napisać tylko jeden scenarjusz, mianowicie „King-Kong”.

Jest to historja nietylko fantastyczna ale i niesamowita. Bije rekord osławionego „Frankensteina”. Reżyser każe nam wędrować razem z bohaterami filmu na jakąś fantastyczną wyspę, na której zachował się po dziś dzień las przedpotopowy wraz z jego przedhistorycznymi mieszkańcami. W tym lesie mieszka właśnie 23 metrowy potwór King Kong. W ekspedycji bierze udział reżyser filmowy, który pragnie nakręcić scenę porwania złotowłosej gwiazdy przez tego potwora.

Potwór rzeczywiście porywa aktorkę. Ekspedycja wyrusza wślad za potworem, jesteśmy w przedpotopowym lesie, pełnym olbrzymich drzew. Rozgrywa się tam emocjonująca walka z olbrzymiemi potworami wielkości kilkupiętrowej kamienicy. Ale nie tylko podróżnicy walczą z potworami. Taką bardzo dobrze technicznie spreparowaną walkę stacza bohater filmu, 23-metrowy King Kong z jakimś ichtiosaurem.

Kończy się ta cała wyprawa nie tylko wyrwaniem z rąk olbrzyma porwanej gwiazdy, ale przewiezieniem go do Nowego Jorku (od czego są gazy usypiające) i występami potwora w music hallu na Broadwayu.

Potwór pozrywa olbrzymie stalowe łańcuchy i wydostaje się na wolność. Burzy i wali w gruzy domy, wspina się na 60-piętrowy drapacz chmur i tam trzymając w garści złotowłosą gwiazdę, którą ponownie porwał, walczy ze ścigającymi go samolotami.

Film doskonale technicznie wykonany. Pod względem reżyserskim jest bez zarzutu, aktorzy zaś bardzo dobrze wykonali swoje trudne role. Największą jednak zaletą tego obrazu jest jego strona techniczna. Dzięki zastosowaniu najnowocześniejszych pomysłów w tej dziedzinie, ta fantazja filmowa nabiera rumieńców życia. Miłośnikom emocji film ten dostarczy niełada wzruszeń i wrażeń.

(T. t.).

„Czas”, r. 85, nr 227, 04.10.1933.

„Uciecha” – King-Kong.

Bujna fantazja, wymieszana z rzeczywistością — uczyniono to tak dokładnie, by zatrzeć granicę między jedną a drugą. Jak w powieściach Edgara Wallace’a, a on właśnie jest autorem scenarjusza.

23-metrowego, „pierwotnego” olbrzyma King-Konga łatwo może stworzyć fantazja pisarza, nie jest to jednak tak prostem do realizacji na ekranie. Tembardziej, że pozatem współgrającymi są ludzie o normalnym wzroście. Toteż w pierwszym rzędzie podziwialiśmy w tym filmie reżyserię (Ernest Schoedsack) i technikę. Nie będzie też przesadą, iż gra King-Konga była niepozbawioną wyrazu. Urodo Fay Wray usprawiedliwiała najzupełniej podziw dla niej i przywiązanie potwornego olbrzyma jak i gorące uczucie młodego marynarza.

a.d.

„Nowy Dziennik”, r. 16, nr 272, 05.10.1933.

„King Kong”

Kinoteatr „Uciecha”

(—) Na widowni olbrzymie zainteresowanie. Panie z wypiekami na twarzy ciche wydawają jęki alboteż z głośniejszym piskiem przytulają się do swych towarzyszy, szukając jak gdyby u nich ratunku przed olbrzymim gorylem, trzymającym w swej łapie piękną blondyneczkę. Mężczyźni uspokajają swoje towarzyszki i tłómaczą im dobrotliwie, że chodzi tu o same tryki.

A mężczyźni mają doprawdy rację. Przed paru laty wyświetlano film pt. „Świat zagubiony”. We filmie tym oglądaliśmy dzięki pomysłowym modelom przedpotowe potwory, opisane zresztą w jednej z powieści Wellsa. I niewątpliwie reżyser „King Kongu” Ernest Schoedsack wzorował się na „Świecie Zagubionym”. Scenarjusz napisał M Merion Cooper na podstawie powieści Edgara Wallace’a, którąto powieść przynosi tylko zaszczyt niewątpliwej fantazji zmarłego niedawno autora powieści kryminalnych i fantastycznych. Nie będę opowiadał treści filmu, by nie zmniejszyć zainteresowania czytelników, wystarczy jeśli wspomnę, że bohaterem jest olbrzymia małpa, której w pierwszej części filmu oddaje się cześć boską na nieznanej wyspie Oceanu Spokojnego, a w drugiej części akcja przenosi się do Nowego Jorku, gdzie potwór wydostał się na wolność, zerwawszy stalowe łańcuchy, porywa ze sobą jasnowłosą Amerykankę, ku której jego serce goryle zapłonęło gorącą miłością, wdrapuje się na wierzchołek najwyższego drapacza chmur (Empire Building), gdzie opędza się ścigającym go aeroplanom. Ta walka z aeroplanami stanowi bez sprzecznie jeden z najmocniejszych efektów tego w efekty bardzo bogatego filmu.

Jest to, jak już zaznaczyliśmy film, składający się prawie z samych tryków, które są tak zręcznie skonstruowane, że robią wrażenie szczerej i autentycznej prawdy. Rozumie się, że King Konga, olbrzyma 23-metrowego gra artysta ubrany w skórę goryla. King Kong trzyma przez długą część obrazu w swej łapie jasnowłosą miss, którą porwał. Nie jest to lalka, jakby się napozór wydawało, lecz żywa aktorka Fay Wray. Leży sobie najspokojniej na olbrzymiej, rozumie się sztucznej łapie goryla. Następnie sceny te wycięto, odpowiednio zmniejszono i przeniesiono na taśmę, na której zdjęto grę King Konga.

Albo przypatrzmy się scenie końcowej. Najpierw zdjęto Nowy Jork z lotu ptaka, potem eskadrę aeroplanów, krążącą około najwyższego drapacza i ostrzeliwującą kopułę tego drapacza. Następnie zrekonstruowano kopułę w atelier i zdjęto tam scenę z King Kongiem, który chwyta w locie jeden z aeroplanów — oczywiście model. Oto tylko dwa tryki, które pozwalają nam zrekonstruować w naszej wyobraźni olbrzymią technikę, a jeszcze większą cierpliwość reżysera tego obrazu trzymającego w najwyższem skupieniu uwagę widowni.

Na samo zakończenie mogę jeszcze dodać, com również wyczytał w prasie zagranicznej, że chcąc otrzymać ryk potwora musiano zdjąć na taśmie dźwiękowej wycia rozmaitych dzikich bestyj, a następnie puszczono ową taśmę w odwrotnym kierunku i w ten sposób wydobyto grozę ryku.

Moassi.

Polska Zbrojna”, r. 4, nr 276, 05.10.1933.

FILHARMONJA – KING-KONG

„King-Kong”, to wielka, lecz zresztą dobro zrobiona bajda, osnuta na powieści Edgara Wallace’a. Zatem zgóry można już wiedzieć, że będziemy mieli do czynienia a przygodami wręcz fantastycznemi…

„King-Kong” nie jest, jakby to można było przypuszczać, obrazem par excellence „egzotycznym“. Wprawdzie część akcji toczy się na jakiejś „dziewiczej”, niezaznaczonej na mapie wysepce podzwrotnikowej, wprawdzie pokazano trochę dzikusów, poubieranych groteskowo, ale wszystko to jest drugorzędną ornamentacją. Główną atrakcją i głównymi bohaterami są tu przedpotopowe, gigantyczne zwierzęta — dziwolągi, wśród których rej wodzi postrach i bóstwo tubylców, olbrzymi małpolud, King-Kong. W jego to straszne łapy (w dłoni małpoluda niknie zupełnie człowiek!) dostają się uczestnicy wyprawy filmowej, którzy pokusili się podpatrzyć okiem objektywu dziwy tej bajkowej wyspy.

Niebywale przygody przeżywa wyprawa: tubylcy porywają kandydatkę na gwiazdę filmową i składają ją w ofierze małpoludowi, za potworem puszczają się w pogoń towarzysze dziewczyny i w walce o nią niemal wszyscy ponoszą śmierć (małpolud odgryza im głowy, albo też rozdeptuje swe ofiary), wreszcie ze straszliwych opresyj ratuje porwaną zakochany w niej do szaleństwa marynarz, następuje ujarzmienie potwora przy pomocy bomb gazowych i przewiezienie go do Nowego Jorku! Ale na tego nie koniec. Tu dopiero zaczynają się najbardziej sensacyjne przygody, gdy King-Kong zrywa się z łańcuchów i siejąc dokoła śmierć i spustoszenie, wdrapuje się z dziewczyną w garści na dach kilkudziesięciopiętrowego drapacza chmur, skąd zestrzelony zostaje przez samoloty policyjne…

Dużo emocyj i dreszczyków grozy dostarcza King-Kong amatorom tego rodzaju widowisk, gdyż rzecz opracowana została pierwszorzędnie pod względem technicznym, a zwłaszcza jeśli idzie o wykonanie przedpotopowych stworów (małpolud, kolosalny smok i jakieś niesamowite zwierzę o żyrafiej szyi), dających pełne złudzenie żywych bestyj. Jednakowoż w zestawieniu z ludźmi „bajkowość” tych zwierząt uwydatnia się zbytnio, głównie zaś rażące jest zestawienie King-Konga z aktorką filmową, która w dłoni małpoluda wygląda, jak ołowiany Żołnierzyk w ręku normalnego śmiertelnika! To też sceny porwania i ukrywania „mikroskopijnej” kobiety przez potwora, a przedewszystkiem scena, w której King-Kong zdziera z aktorki szaty (zupełnie chybiony efekcik erotyczny!), nie przenoszą wyobraźni widza w krainę realizmu.

Główną bohaterką jest Fay Wray, która gra rolę „fenomenalnie pięknej” kandydatki na gwiazdę ekranu. Wybór zupełnie niefortunny, gdyż Fay Wray to tylko anemiczny blondasek bez charakteru i bez wyrazu, a gra jej polega głównie na wydawaniu przeraźliwych okrzyków.

SOS!

„Kino”, r. 4, nr 41, 08.10.1933.

„King-Kong”

Zmarły przed dwoma laty powieściopisarz Edgar Wallace zostawił bogaty dorobek powieści sensacyjnych. Ostatniem jego dziełem ma być scenarjusz do filmu „King Kong”. Scenarjusz dość nierówny. Pierwsze część jest trochę przewlekła i ma brak tempa, ale później… Czego tam niema: piękna dziewczyna, którą porywają dzicy, potworna małpa, której dzicy tubylcy składają ofiary w ludziach. Dinosaury i inne potwory przedpotopowe. A w końcu – „clou” wszystkiego: potworna małpa King – Kong zostaje sprowadzona do Nowego Jorku i tu ucieka, siejąc popłoch i zgrozę.

Film jest jednocześnie straszny… i dziecinny. Ale zwolennicy silnych wrażeń przeżyją parę scen emocjonujących. Fay Wray wygląda uroczo, Robert Armstrong jest dobry, jako reżyser filmowy, Bruce Cabot, poza doskonałemi warunkami zewnętrznemi, nie wyróżnia się niczem.

Właściwy bohater filmu – wielka małpa King – Kong – nie spodoba się prawdopodobnie płci pięknej.

Reżyserja na poziomie techniki. A technika święci w tym filmie tryumfy.

Bella.

„Kino dla Wszystkich”, r 9, nr. 25, 08.10.1933.

Filharmonja: King – Kong

Tajemnicza wyspa nieoznaczona na żadnej z map, pełna straszliwych, przedpotopowych stworzeń, siedlisko olbrzymiego małpoluda Konga – oto teren ostatniego filmu słynnego speca od egzotyki i fantastyki – Shoedsaka.

Wprost nieprawdopodobna akcja dostarcza widzowi szalonych emocyj, a jednocześnie przekonywa nas o kolosalnych możliwościach technicznych filmu amerykańskiego.

Został one w tak genjalny sposób wykorzystane przez realizatora, że mimowoli jesteśmy gotowi uwierzyć w istnienie i tej wyspy i miłości King – Konga do prześlicznej Fay Wray, która świetnie wywiązała się ze swej bardzo trudnej roli.

(R.U.)

„Kurjer Poznański”, r. 30, nr 74, 14.02.1935, wydanie wieczorne.

Kino „Wilsona” wyświetla widziany już w Poznaniu, dobry film pod tyt „King-Kong” z Fay Wray i Armstrong w rolach głównych. King-Kong to olbrzymia małpa, władca wyspy o florze i faunie przedhistorycznej. Ludność tamtejsza składa mu ofiary w postaci kobiet. Haracz wzięty dla potwora z kobiety białej jest powodem całej akcji groźnej i straszliwej, lecz o szczęśliwem zakończeniu. Tłem jest las podzwrotnikowy ze zwierzętami z epok minionych z przepychem bujnej roślinności i dziką naturą. Film jest najbardziej interesujący ze względu na swój egzotyzm i grozę sytuacji.

(Sza).

Inne materiały prasowe dotyczące King Konga

„Wiadomości Filmowe”, r 1, nr. 7, 15.07.1933.

Ciekawe liczby o filmie „King-Kong”

(j) Wiele mówi się w świecie filmowym o nowej rewelacji, osnutej na tle powieści Wallace’a, „King-Kong”.

Zrealizował to momentalne arcydzieło twórca „Changa” i „Grassa”. Ernest J. Schoedseack. Role tytułowe odtwarzają: Fay Wray, Robert Armstrong i Bruce Cabe.

Film powyższy został sprzedany za olbrzymią sumę 200.000 dolarów na Francję. Szwajcarję i Belgję. W paź­dzierniku ujrzy go Paryż w 4-ech największych kinach, na Champs-Elysees.

W Anglji „King-Kong”, nazwany „ósmym cudem świata” idzie z niebywałem powodzeniem w kinie „Coliseum”, od dnia 1 kwietnia r. b. Po pierwszych trzech tygodniach wyświetlania filmu kinoteatr zwiedziło 147.000 widzów, wpłacając do kasy 69.165 funtów ang.

Jak się dowiadujemy film „King-Kong” został nabyty na Polskę, przy olbrzymim nakładzie kosztów, przez firmę „Age-film”.

„Kino dla Wszystkich”, r 9, nr. 28, 30.07.1933.

KTO TO JEST KING KONG?

King Kong to małpa potwór, jedyny, w swoim rodzaju na kuli ziemskiej. Tę grozę budzącą bestję odkryła ekspedycja filmowa reżysera Ernesta Shoedsacka na jednej z tajemniczych wysp Oceanu Spokojnego, nietkniętej dotychczas stopą ludzką. Walka z potworem tym była straszna — załoga ekspedycji została formalnie zdziesiątkowana, aż wreszcie bomby gazowe oszołomiły bestję i pozwoliły ją ująć.

Uczeni amerykańscy i angielscy stwierdzili, iż potwór ten jest okazem małpy przedhistorycznej, która cudem natury przetrwała tysiące lat w dziewiczej dżungli. King Kong mierzy 23 metry w ysokości, łańcuchy któremi go spętano ważyły 98 pudów; ma tak potężne łapy, że człow iek stojący na jednej z nich, wygląda jak dziecinna lalka.

King Kong ma przytem zupełnie ludzkie serce: złotowłosa gwiazda ekspedycji, Fay Wray, w zbudziła w nim takie uczucia, jakie piękna młoda kobieta w zbudzić może w normalnym mężczyźnie. Ale King Kong, pierwotny obywatel dżungli, nie zna praw i konwenansów naszej cywilizacji: nie wie, że o kobietę trzeba się starać, trzeba wytwornie i czule pozyskiwać jej względy. King Kong zdobywa tę która budziła jego żądzę, jak każdy samiec z rodzinnej mu dżungli zdobywa samicę — porywa ją. King Kong porwał Fay Wray. Czy możemy sobie wyobrazić przeżycia cywilizowanej białej kobiety w mocy małpy-potwora, zakochanego w niej, jak normalny mężczyzna? Wyobraźnia nasza, wyobraźnia człowieka myślącego kategorjami dzisiejszej kultury, nie może uzmysłowić sobie tego koszmaru. Zrozumieć go mogli ci, którzy tę grozę wraz z Fay Wray przeżywali – członkowie ekspedycji Ernesta Schoedsacka. To też film p. t. „King Kong”, stworzony przez nich, a odtwarzający koszmarny romans przedpotopowej małpy i pięknej białej kobiety, jest naprawdę rewelacją kinematografji świata.

„Kino dla Wszystkich”, r 9, nr. 29, 13.08.1933.

Mężczyzna, kobieta i bestja

Czy możemy sobie wyobrazić rywalizację normalnego mężczyzny z bestją o kobietę? Kim jest ta kobieta, o którą walczy kochanek z bestjalska małpą i innemi przedhistorycznemi potworami?

Czytelnikom naszego pisma podaliśmy już pierwsze wieści o tajemnicze wyspie, na której wyprawa filmowa reż. Ernesta Shoedsacka znalazłą przedhistoryczną faunę i florę. Potworna mała 23-metrowej wysokości porwała gwiazdę wyprawy, piękną, złotowłosą Fay Wray. Kochający ją nad życie kapitan Driscoll rusza śladem bestji, chcąc jej odebrać porwaną. Nieszczęsna kobieta przechodzi straszne chwile. W surowej dżungli, nietkniętej jeszcze stopą białego człowieka, walczą o jej posiadanie: owa małpa, zwana przez krajowców King Kongiem, straszliwy ptak-zwierzę, Pterodactyl, potworny Iguanodon, Diplodocus i wreszcie jej narzeczony, kapitan Driscoll. Jakiż rezultat mogą dać takie nierówne zapasy człowieka z gigantami? I jaki los czeka tę nieszczęsną kobietę w mocy potworów? Już niedługo odpowiedź na te pytania przyniesie rewelacyjne arcydzieło filmowe p.n. „King Kong”, osnute na tle koszmarnych przeżyć dwojga kochanków z współczesnego cywilizowanego świata w zaludnionej potworami przedhistorycznemi dżungli.

„Kino dla Wszystkich”, r 9, nr. 31, 10.09.1933.

„King Kong”

Rewelacyjne odkrycie prahistorycznej wyspy przez filmowców!

Musimy stworzyć coś wielkiego! Coś! – czego jeszcze nie było! Jakiś „8-my cud świata!”. Rewelacja, o której mówiłaby ze zdumieniem cała Ameryka.

Takie postanowienie zapadło w czterech ścianach gabinetu Ernesta Schoedsacka, głośnego podróżnika i popularnego reżysera filmowego. Obecni byli przy tem p. C. Meriam Cooper i kilku artystów.

W sześć miesięcy po tej rozmowie Schoedsack dzwonił do dyrekcji wytwórni „Radio”.

– Mam. – Mam znakomity pomysł. Chciałbym się z wami natychmiast skomunikować. Jak się okazało, Schoedsack, człowiek, który zwiedził cały świat dokonał rewelacyjnego odkrycia.

– W ciągłych poszukiwaniach za nowością trafiłem na rzecz, która w pierwszej chwili wprawiła mnie w odsłonienie. Była to ni mniej, ni więcej, jak … przedhistoryczna wyspa.

Tak jest. Proszę sobie wyobrazić wyspę, na której flora i fauna sa prahistoryczne i zachowały właściwości i cechy tworów z epoki… kamienia łupanego!

– Niesłychane! Wiadomości i moje obserwacje potwierdziły opinie tubylców z wysp oceanicznych.

– To doprawdy rewelacyjne – odpowiedział siwy dyrektor wytwórni, który przez cały czas palił grube cygaro. – A pan co myśli o filmie?

– ??

– O filmie zrealizowanym na tej prahistorycznej wyspie! – Schoedsack nie był ta propozycją zaskoczony. Twórcę „Rango”, „Changa” trudno czemś zadziwić.

Okey – odpowiedziała. (Po polsku czytaj: w porzadku).

l tak oto w maju zapadła decyzja realizowania filmu „King Kong”. Wytwórnia „Radio” preliminowała dwa miliony dolarów. To jest grosz! Za takie pieniądze można dużo zrobić!

Schoedsack rozpoczął gorączkowe przygotowania. A już w lipcu ekspedycja była gotowa do wyjazdu na tajemnicza wyspę.

Jakie były dalsze dzieje „King-Konga”?…

„Kino dla Wszystkich”, r 9, nr. 33, 24.09.1933.

„5-ta Rano”, r 3, nr. 267, 25.09.1933.

TO, CZEGO JESZCZE NIE WIDZIELIŚMY

Były już filmy o najrozmaitszej wartości. Lecz to, co teraz zrealizowano przechodzi najśmielsze oczekiwania, rozbija granice fantazji, prześciga wszystko. Ta rewelacja XX wieki, nieznana dotychczas w dziejach kinematografji – to słynny King Kong.

Film nad którym pracowano 2 lata inwestując bajońską sumę, bo aż 3 miljony dolarów.

King King… To, czego jeszcze nie było… To, czegośmy jeszcze nigdy nie widzieli!… King Kong, mierzący 23 metry, – o wyglądzie przedpotopowej istoty, a tkliwem sercu najsubtelniejszego człowieka, King Kong stanowi obecnie przedmiot podziwu i zachwytów całego świata.

Wkrótce ten film wyświetlany będzie na ekranie kina „Filharmonja”.

„Wiadomości Filmowe”, r 1, nr. 12, 01.10.1933.

KING KONG

FILM, KTÓRY WZBUDZIŁ SENSACJĘ NA CAŁYM ŚWIECIE

Nie wiele jest dziś na świecie filmów, o których tak rozpisywałaby się prasa całego świata, jak o King Kongu. Straszliwa 23 metrowa małpa poruszyła wszystkich i publiczność i prasę i humorystów (określenie King Konga stało się w Ameryce powodzeniem ) i karykaturzystów, ba nawet niektóre sekty religijne. Jeden z mówców nowojorskiej sekty metodystów , którzy ten film prawie cały rok namiętnie zwalczali, wyliczył na wielkiem zebraniu protestacyjnem szereg wypadków „Nieszczęść rodzinnych”, których King Kong stał się przyczyną.

Opowiedział np., że rozeszło się jedno wielce pobożne małżeństwo, gdyż żona po powrocie do domu z tego filmu, miała zażądać od mę­ża, „by darł na niej suknie i z dzikim krzykiem nosił ją namiętnie po pokojach”. Mąż odmówił i spowodował tem rozwód. Inna dam a z dynastji miljarderów uciekła z m urzynem – szoferem, gdyż wyglądem przypominał jej wspaniałą małpę. Mam wrażenie, że naszym paniom to niebezpieczeństw o nie grozi, chociażby dlatego, że za mało mamy murzynów.

Film ten niedawno dopiero pokazano w Europie i tu też obudził sensację niemniejsze niż w Ameryce, a tylko nieco kulturalniejsze w objawach. O to co pisze o nim prasa:

„Wierzymy chętnie, że scenarjusz tego film u wyszedł z pod pióra Edgara Wallace’a, gdyż tylko najzuchwalsza, wszystkie możliwości przekraczająca fantazja, poparta poetycką wyobraźnią, mogła wymyśleć ten „ósmy cud świata”.

„Cuda fantazji — pisze inny dziennik — zostały w fenomenalny sposób zrealizowane przez cuda techniki filmowej. Nawet najbieglejsi fachowcy długo będą się biedzili nad wykryciem tajemnic reżyserji Schoedsacka. Bo jakim cudem King Kong, sprowadzony z zaginionej wyspy, szaleje po ulicach Nowego Yorku – jakim cudem strąca w przepaść cały pociąg żelazny, jakim cudem na szczycie drapacza chmur walczy z atakującemi go aeroplanami, opę­dzając im się jak natrętnym muchom ? To są równie tajemnicze, jak największe wrażenia wywołujące cuda!”.

Z za kulis „King Konga”

. . . 2 lata pracy zajęła realizacja filmu „King-Kong”.

. . . 3 miljony dolarów kosztował „King-Kong”.

. . . 2-ch wybitnych reżyserów i podróżników W. Schoedsack i C. Merian Cooper inscenizowało ten niezwykły film.

. . . Film ten stał się największym sukcesem kasowym kinoteatrów .

. . . Właściciele kin nazywają „King-Konga” tankiem przeciwko kryzysowi. Wiele teatrów świetlnych ocalało przed ruiną, dzięki wpływom osiągniętym za „King-Konga”.

. . . Największe kino w Paryżu „Marivaux” zakupiło prawo wyświetlania King Konga za 1.200.000 franków .

. . . We Wiedniu wszystkie bilety są stale wyprzedane od 2-ch tygodni.

. . . „King Kong”, to film, jakiego jeszcze dotychczas świat nie widział…

Prasa zagraniczna pisze z entuzjazmem o „King Kongu”

Takiego entuzjazm u świat filmowy dawno już nie pamięta. Recenzent „Timesa” pisze:

„Jest to cud techniki i sztuki filmowej. Coś co musi zdziwić i oszo­łomić najbardziej zblazowanego widza”.

E. A. Baughan pisze w „News Chronicie”. Najbardziej ekscytujące widowisko, jakie widziałem . Szczyt ludzkiej fantazji.

Dlnis Dzimi [Dennis Dunn – D. G.] w „Daily Express”. „Największa rewelacja filmowa ukazała się na ekranie kina „Coliseum” w Londynie. Trudno o tem pisać. – To trzeba zobaczyć”.

Recenzent New York „Timesa” szeroko rozpisuje się o „King Kongu”:

„Przed kilkunastu laty Ameryka szczyciła się produkcją bardzo kosztownych, imponujących arcydzieł monumentalnych. Występowały w nich tysiące aktorów i statystów a dekoracje zdumiewały realizmem i przepychem. Oryginalne, niezwykłe scenarjusze tworzyły ciekawy pokład do obrazu.

A potem… potem zaczęto szukać nowych dróg. Zaczęto produkować dramaty salonowe, psychologiczne, obyczajowe — potem operetki i groteski muzyczne — a wpływy kasowe ciągle malały. Dlatego postanowiono wrócić do niezawodnych filmów monumentalnych, t. zw. „superfilmów”, które, chociaż kosztowne, opłacają się zwykle wielokrotnie.

Najnowszym i najwspanialszym z tej serji filmów, które zaczęły produkować największe wytwórnie amerykańskich, jest arcydzieło R. K. O. RADIO p. t. „KING-KONG”, potężne widowisko z Fay Wray, Bruce Cabotem i olbrzymią 23-m ctrową małpą przedhistoryczną. Scenarjusz osnuty na tle ostatniej powieści Edgara Wallace‘a.

Treść tego filmu jest istotnie niezwykła i stanowi fascynującą nowość w kinematografji. Ekspedycja film owa udaje się na bezludną wyspę, by tam schwytać dla celów reklamowych ogrom ną małpę. Po licznych usiłowaniach małpa zostaje schwytana i sprowadzona do New Yorku, gdzie mają ją demonstrować na premjerze filmu. Małpa jednak wyłamuje klatkę i ucieka, porywając gwiazdę ekranu, odtwarzaną przez Fay Wray.

Następuje mrożący krew w żyłach pościg, którego kulminacyjnym punktem są strzały do potwora, stojącego na wierzchołku najwyższego drapacza nieba z omdlałą z przera­żenia Fay Wray w kosmatej łapie.

Film ten pobił wszystkie rekordy kasowe w Ameryce, która ostatnio narzekała na brak frekwencji w kinach. Dopiero „KING-KONG” ożywił sytuację. Jest to jedyny film, który może i musi przynieść ogromne zyski.

Obecnie jest on wyświetlany w New Yorku, w dwuch największych kinach, „Roxy” i „Radio-City”. Codziennie w tych dwuch kinach na 10 seansach 100 tysięcy widzów prze­żywa niesamowite emocje, jakich dostarcza ten jedyny w swoim rodzaju, fenomenalny film”.

Oglądałem ten film na pokazie i rzeczywiście wrażenie, jakie wywołuje, jest kolosalne. Nietylko „najbieglejsi fachowcy”, ale nawet ja głęboko zastanawiałem się nad techniką reżyserską tego filmu.

Walka potwora z samolotami

Nie ulega dziś żadnej wątpliwo­ści, że największem wydarzeniem sezonu jest „King Kong” . Film ten nazwany przez prasę zagraniczną „ósmym cudem świata” spotkał się wszędzie, gdziekolwiek był wyświetlany z niezwykłem przyjęciem.

Najpoważniejsi krytycy piszą, że do gigantycznego „King Konga” odnoszą się z szacunkiem . Zwłaszcza jeżeli chodzi o pracę realizatorów filmu.

Wytwórnia R. K. O. nie szczędziła kosztów, by obraz wypadł imponująco. Realizator „King Konga” — Schoedsack miał całkowicie wolną rękę w inscenizacji. To też mógł sobie pozwolić na taki luksus, aby dokonywać zdjęć przez dwa lata, co jest, jak na stosunki amerykańskie, czemś niesłychanem .

A teraz o samym filmie. Bohaterem obrazu jest King Kong, 23-y metrowy potwór, którego ekspedycja spotkała na prahistorycznej wyspie. King Kong kocha i porywa piękną, białą dziewczynę. Niezwykłe przygody wyprawy na prahistorycznej wyspie, walka z olbrzymiemi istotami, schwytanie King Konga, jego ucieczka na szczyt najwyższego drapacza chmur w New Yorku i sensacyjny pojedynek z… samolotamioto tło filmu „King Kong”.

Premjera filmu „King Kong” od ­była się w kinie „Filharmonja”.

„Kurjer Wileński”, r 10, nr. 276, 14.10.1933.

Jak sfilmowano King-Konga.

OD MELIESA DO COOPERA

Już u swoich zaczątków sztuka filmowa pierwszym realizatorom podsuwała myśl stosowania najprzeróżniejszych tricków, nastręczała wiele możliwości technicznych, pozwalała przenieść niezdemoralizowanego i niezblazowanego jeszcze widza w fantastyczny świat bajek i nieprawdopodobności. Najstarsi z pośród kinomanów pamiętają jeszcze filmy Jerzego Melies’a, który jeszcze przed wojną stał się we Francji prekursorem i zwiastunem możliwości filmu w dziedzinie czystej fantazji. Po pewnym czasie jednak ten rodzaj upadł, opatrzył się, spowszedniał, gusta się zaczęły kształcić i w sztuce filmowej zwyciężył realizm.

Przechodząc do masowej standartowej produkcji filmów „z życia”, z „salonu”, „reportaży” nie zapomniano jednak całkiem o możliwościach ekranu jako interpretatora t. zw. „bajki”, a możliwości te dzięki postępom techniki stają się coraz bardziej nieograniczone.

Kilka lat temu film o nazwie „Świat zaginiony” zabłysnął na ekranach grą powiększonych makiet i wycinanek z kartonu. Ujrzeliśmy wtedy potwory antydyluwialne: pleorawiusy, ichtyosawiusy i inne, zmontowane, wklejone w życie współczesnej metropolji. Zapewne wspomnienia „Zaginionego Świata” natchnęły p. Meriana C. Coopera myślą „King Konga”, do którego zmontował scenarjusz przy współpracy powieściopisarza Edgara Wallace’a, zmarłego niedawno.

SCENARJUSZ.

Ekspedycja filmowa, dowiedziawszy się o istnieniu wyspy tropikalnej, na której żyją jeszcze przedpotopowe zwierzęta, ląduje na niej w celu dokonania zdjęć. Mieszkańcy wyspy istoty potworne czczą jako swego władcę i boga King Konga. Jest to rodzaj goryla olbrzymiego i potwornego wielkości kilkunastu metrów, który wyrywa drzewa jak chwasty. Po wielu dramatycznych przejściach King Kong zostaje schwytany i zawieziony do Nowego Yorku, gdzie prezentują go publiczności jako sensacyjną atrakcję. Pewnego dnia „atrakcja” rwie więzy, rwiesię na wolność, ucieka poprzez miasto, dusząc pod nogami przechodniów i auta, zrywa jak zwykły pęk bananów „garść” wagonów metro powietrznego pełnego podróżnych i ucieka na szczyt największego drapacza chmur „Compire Buillding”, trzymając w palcach młodą, porwaną dziewczynę. Tam, atakowany przez eskadrę samolotów z mitraljezami, strąca w locie kilka aparatów, zgniótłszy je w potężnej łapie.

KONCERT PROPORCJONALNY.

Realizacja filmu nie da się inaczej nazwać jak realizacją koncertową. Jeżeli pominiemy sceny epizodyczne z innemi potworami, które łatwiej było osiągnąć przez odpowiednie powiększenie małych makiet, film nastręczał trudności graniczące z niemożliwością. Najtrudniej było o zachowanie stałej skali pomiędzy King Kongiem, a istotami ludzkiemi, w które się wmieszał. Przecież rola King Konga musiała być grana przez normalnego człowieka, przybranego w skórę i maskę goryla.

BLONDYNKA I CIERPLIWOŚĆ.

W czasie całej części filmu King Kong trzyma w ręku jak drżącą lalkę młodą dziewczynę. którą porwał. Ale to nie jest latka, któraby nie miała ruchu, expresji i niezbędnego życia. Aktorka—blondynka Fay Wray grała wszystkie sceny we własnej osobie „naturalnej” z torsem uwięzionym w ogromnej sztucznej łapie. Potem powycinano odpowiednio te obrazy i odpowiednio wklejono do prostokątów taśmy na której figurował King Kong. Nożyczki pracowały nad kilku tysiącami obrazów. Kwestja cierpliwości…

DOWCIP KOLOROWEGO ŚWIATŁA.

Widać w pewnej chwili King Konga od tyłu, zagłębiającego się w puszczę dziewiczą. Głowa jego sięga szczytu drzew. Scenę tę na kręcono w sposób następujący:

Aktor został umieszczony przed ekranem matowym (przepuszczającym światło i pozwalającym widzieć scenę rzucaną na ekran ztyłu). Ekran matowy był oświetlony przez światło czerwone, a „działa się” na nim puszcza. Aktor był oświecony przez niebieski snop światła padającego mu na plecy. Dzięki tej kombinacji świateł scena na bezbarwnym ekranie wypada bardzo plastycznie. Na filmie pierwszym, który w czasie opisywanego zdjęcia był niejako tłem dla King Konga — mieliśmy tylko puszczę dziewiczą. Na obrazie ostatecznym otrzymujemy ogromną małpę. która się pogrąża wgłąb tego lasu.

MAŁPA NA KOPULE.

Efekt końcowy, scena na drapaczu chmur wymagała jeszcze więcej inwencji przy jej „skombinowaniu”. Najprzód z wysokiego rusztowania sfilmowano ewolucje samolotów. Widok (panorama) Nowego Yorku wzięta z około 3OO metrów była tematem ekranu przygotowawczego drugiego. Na tym drugim ekranie wycięto miejsce o kształcie szczytu „Building’u”. Ten szczyt zrekonstruowano jako model na podłodze studjo i człowiek, małpa zajął na nim miejsce przed innym ekranem. na którym wyświetlano film z samolotami. Oko aparatu robiącego zdjęcie ostatecznie musiało zarejestrować na jedną płaszczynę trzy plany:

1° widok Nowego Yorku,

2° ewolucje małpy na kopule. (W odpowiedniej chwili manipulowała ona makietą samolotu, który według scenarjusza chwytali w przelocie),

3° lot samolotów.

ODWRÓCONY KRZYK

Sonoryzacja takiego filmu musiała być również odpowiednio obmyślona, ponieważ King Kong, jako twór wyjątkowy nie mógł wydawać dźwięków znanych.

Pierwotnie miano myśl zarejestrowania ryku bandy dzikich zwierząt z oddali. Potem spróbowano taśmę dźwiękową kręcić w odwrotnym kierunku, co dało wyniki wręcz niesłychane.

MYŚL PRZEWODNIA ARTYKUŁU.

Wszystko wydaje się chłopięco proste, ale trzeba najprzód — wymyśli.

Tuz.

„Ilustracja Polska”, r 6, nr. 42, 15.10.1933.

„Czas”, r 87, nr. 25, 25.01.1935.

MIGAWKI FILMOWE

JAK SIĘ ROBI CUDA FILMOWE.

Ileż to razy zdarzyło się nam, spokojnie siedzącym w kinie, ulec grozie i zdziwieniu?

Dość przypomnieć sobie takie obrazy, jak „Świat zaginiony”, „Metropolis”, czy „King Kong”. Wielkie po twory, kilkudziesięciometrowej długości, a obok nich mali, jak muchy — normalni mieszkańcy globu.

I nietylko to. A walki człowieka z dzikiemi zwierzętami? Słynny pałac Metropolis możnaby dziś śmiało pomieścić w normalnym pokoju (ówczesna technika jednak nie była jeszcze tak daleko posunięta, to też zużyto przytem wiele materjału), a potężny King Kong może, bez obawy o katastrofę — usiąść na zwykłem, wyplalanem krześle.

Korzystając zaś z metody Dunninga, można, będąc w Polsce, mieć zdjęcia aktorów na tle… piramid! Popularne dziś teleobiektywy umożliwiają dokonywanie zdjęć „normalnych” z wielkiej odległości.

Tem się tłumaczy „niezwykła” odwaga operatorów filmowych, zdejmujących pozornie zbliska Iwy i tygrysy.

A to wszystko — trick.

Postaramy się odpowiedzieć na pytania, jak się to robi, z pominięciem zawiłych opisów, ściślejszych danych.

Pamiętamy wszyscy King Konga, niedawno mieliśmy niejako drugą wersję tego filmu pt.: „Syn King Konga” z mniejszym nieco tym razem po tworem.

Pamiętamy, że King Kong przewyższał wzrostem drapacze chmur… Tymczasem „potwora” kreował zwykły śmiertelnik, ubrany w skórę zwierzęcą.

W jaki sposób udało się wydobyć te efektowne, zdumiewające proporcje? Przecież King Kong nietylko trzymał w rękach ruszającą się artystkę, ale chwytał krążące samoloty…

Trick polega na żmudnem łączeniu fragmentów różnych zdjęć przed procesem kopjowania. Filmuje się, istotnie, wielką sztuczną rękę potwora, trzymającą artystkę, — oddzielnie zaś całego King Konga. Następnie ustala się odpowiednio odległości aparatu, osiągając drobne zdjęcie łapy, a po przeniesieniu na zbliżone zdjęcie — otrzymuje się żądany efekt.

System Dunninga zezwala na szereg innych ciekawych ujęć w tym filmie. Jak już zaznaczyliśmy — nakładane tło jest niezwykłem dobro dziejstwem dla producentów, bo odciąża ich w wydatkach, koniecznych przy wysłaniu całej ekspedycji, a jednocześnie daje możność spokojnej i systematycznej pracy w atelier, i to wtedy, kiedy akcja rozgrywa się w dżungli, czy w okolicach bieguna.

A robi się to tak. Zdejmuje się najpierw tło, poczem przygotowuje się pozytyw o zabarwieniu żółtem (normalnie bywa czarny), umieszcza się go w kamerze, jako maskę ruchomą. Zkolei przystępuje się do zdjęć na miejscu. Pierwszy plan oświetla się kolorem dopełniającym — niebieskim. Przedmioty żółto oświetlone — przenikają przez żółty pozytyw, wraz z przesuwającym się negatywem. Przedmioty zaś oświetlone niebiesko, których żółty pozytyw nie przepuszcza, nie działają na emulsję i nie są dlatego widziane na zdjęciu.

Na negatywie łączy się zatem tło i akcję, którą oświetlono kolorem żółtym, w sposób dla oka absolutnie nie widoczny. A zresztą oko ludzkie tak łatwo ulega złudzeniom…

Przy tej okazji należy nadmienić, że w pracy tego rodzaju, obliczonej specjalnie na efekt — stwierdziliśmy znaczny spadek poziomu artystyczne go. Przeładowanie filmu momentami grozy i niezwykłości — powoduje luki w logice obrazu, naginanie tematu do tricku.

Stanisław Ostrzycki

Bonus: Afisze reklamowe wznowień King Konga z 1938 roku

Dodaj komentarz