Pierwszy pocałunek między czarnoskórą i białą postacią w komiksie Marvela

Niedawno pisałem tu o pierwszym w pełni widocznym w kadrze pocałunku między czarnoskórą i biała postacią w mainstreamowym amerykańskim komiksie z 1972 roku. Pocałunku, który wyszedł przypadkiem, ze względu na nieporozumienie językowe między hiszpańskim rysownikiem a amerykańskim scenarzystą.

Wspominałem wtedy, że ten sam scenarzysta, Don McGregor, był odpowiedzialny także za pierwszy w pełni widoczny w kadrze pocałunek między czarnoskórą i biała postacią w tradycyjnym amerykańskim zeszycie komiksowym (no, przynajmniej pomiędzy świadomymi, przytomnymi osobami, ale nie komplikujmy tematu). Pocałunek ten nastąpił w 31. numerze „Amazing Adventures” datowanym na lipiec 1975 roku, a zilustrował go P. Craig Russel, stawiający wówczas pierwsze kroki w branży komiksowej.

Tym razem nie było mowy o przypadku – scena pocałunku była w pełni intencjonalna, a McGregor, jak sam twierdzi, przymierzał się do niej długo i był zmuszony kombinować ze względu na opór w Marvelu. Rzecz dość szczegółowo opisał we wstępie do wydanego w 2018 roku tomu zbiorczego Marvel Masterworks: Killraven.

Seria „Killraven: Warrior of the Worlds”, publikowana na łamach dwumiesięcznika „Amazing Adventures” w latach 1973-1976 (od numeru 18. do 39.), pierwotnie nosiła tytuł „War of the Worlds” i była bardzo luźną adaptacją powieści Wojna światów Herberta George’a Wellsa. A właściwie jej kontynuacją, opowiadającą o ludziach walczących z Marsjanami w XXI wieku, po ich drugiej, tym razem skutecznej, inwazji na Ziemię. Był to komiks dziwaczny, ale i niezwykły, zasługujący na osobny wpis, a nawet serię wpisów. Na tym etapie dość powiedzieć, że ramy luźnej kontynuacji Wojny światów mocno ograniczały twórców, zwłaszcza McGregora, który przejął stery serii wraz z czwartym numerem i ewidentnie wolałby tworzyć nieobciążony powieściowym bagażem fantastyczny komiks postapokaliptyczny.

Ale wróćmy do pocałunku. Poza tytułowym Killravenem centralnymi postaciami serii są członkowie dowodzonej przez niego niewielkiej grupy rebeliantów, do której należą m.in. czarnoskóry M’Shulla, przyjaciel Killravena z czasów, gdy byli gladiatorami walczącymi ku uciesze Marsjan (tak, wspominałem, że to bardzo luźna kontynuacja powieści), i biała Carmilla Frost, biolożka molekularna, zmuszona wcześniej do pracy na rzecz najeźdźców (jak wyżej).

McGregor wspominał, że od początku pisania serii planował uczynić z M’Shulli i Carmilli parę, stopniowo, z numeru na numer, zbliżając ich do siebie. I faktycznie – jeśli przyjrzymy się serii, zauważymy, że w każdym numerze M’Shulla i Carmilla mają przynajmniej jedną wspólną scenę, a ich rozmowy coraz wyraźniej wskazują na to, że coś może być na rzeczy, wink-wink.

Nie każdemu jednak podobało się to, gdzie (najwyraźniej) zmierzały sprawy, ponieważ któraś z osób zaangażowanych w tworzenie serii (McGregor nie pisze, niestety, kto) poszedł ze skargą do redaktora i stwierdził, że jeśli w komiksie dojdzie do międzyrasowego romansu, to odejdzie. McGregor został wezwany na rozmowę, zapytano go, czy naprawdę ma zamiar uczynić z M’Shulli i Carmilli parę, na co ten odparł, że nie. Rzecz jasna – ściemniał. Miał jednak plan. Sprytny. Otóż – uznał, że będzie dalej baitował czytelników relacją między tymi postaciami, a gdy zbierze dużo listów domagających się, by w końcu postawiono w temacie kropkę nad i, przedstawi je w redakcji.

McGregor twierdzi, że takie listy faktycznie spływały do redakcji, a gdy zebrało się ich sporo, umówił się na spotkanie ze Stanem Lee, by przekonać go do tego pomysłu. Miał wówczas odwołać się do ambicji Lee, mówiąc, że wydawnictwo DC planuje publikację historii o międzyrasowym związku w jednym z ich komiksowych romansów, i że jak to miałoby tak być, żeby DC wyprzedziło w czym Marvela?

Lee bardzo się ta myśl nie spodobała, ale niespecjalnie uśmiechał mu się również pomysł McGregora, ponieważ obawiał się reakcji części czytelników i rodziców w południowych stanach. Podobno więc zapytał scenarzystę, czy całująca się z czarnoskórym mężczyzną kobieta naprawdę musi być biała i nie mogłaby być zielona, na co ten odparł, że Camilla jest biała i nie może nagle zzielenieć. Być może McGregor trochę pokręcił w tej historii i Lee chodziło o zielonoskórą Mint Julep, która również pojawia się w komiksie – co jak sądzę, miałoby więcej sensu, a przynajmniej czyniło tę wymianę zdań mniej surrealistyczną – ale nie mam pewności.

W każdym razie Lee w końcu zgodził się na pocałunek miedzy M’Shullą i Carmillą, zastrzegł jednak, że na kadrze, w którym do niego dochodzi, obie postaci muszą być tego samego koloru, co można było uzasadnić narracyjnie choćby umieszczając je pod źródłem mocnego, kolorowego światła. Kiedy jednak do redakcji trafiły gotowe kopie komiksu, okazało się, że kadr ma „normalne” kolory. McGregor kilkakrotnie stwierdził, że naprawdę nie wie, z czego to wynikało. Niemniej – było już za późno, by cokolwiek z tym zrobić, i komiks trafił do sprzedaży w takiej właśnie postaci.

Jaki był tego efekt? McGregor stwierdził, że bezpośrednio… żaden. Sprzedaż tytułu nie ucierpiała ze względu na ten pocałunek, ale nie przełożył się on na jej wzrost. „Killraven” pozostał równie niszowym tytułem, jak wcześniej. Ale do komiksów Marvela wprowadzono pierwszą międzyrasową parę, co utorowało drogę kolejnym.

Wpis pojawił się na fanpejdżu 14 lutego 2022 roku.

Dodaj komentarz