Od kilku lat, gdy jestem za granicą, staram się odhaczyć dwa komiksowe elementy wojażu. Pierwszym jest zakup jakiegoś komiksowego suweniru – lokalnego komiksu albo lokalnego wydania zagranicznej pozycji (najlepiej, gdy ma jakiś szeroko rozumiany polski akcent). Drugim jest odwiedzenie lokalnego sklepu z komiksami (najlepiej takiego z rzeczami z drugiej ręki).
W tym roku udało nam się w końcu odwiedzić Brugię (miał rację Harry Waters: miasto jak z bajki, „all that beautiful fucking fairytale stuff”), a tam, po odhaczeniu Memlinga i Boscha, wyskoczyliśmy do De Striep Promo.
Wspaniała miejscówka, duża przestrzeń, w tym przechodnia na poły magazynowa, a komiksów co nie miara. Trochę żałuję, ale też trochę cieszę się, że nie czytam po ichniemu, ponieważ w przeciwnym razie obkupiłbym się używanymi klasycznymi frankofońskimi albumami, które stoją tam najczęściej za dwa i pół euro. Skusiłem się jednak na kilka używanych amerykańców. Tych w sklepie nie mają dużo (jedna półeczka w strefie magazynowej, głównie z zeszytówkami za euro od sztuki i pięć za dziesięć, oraz niewielka anglojęzyczna sekcja we właściwej części sklepu, a w niej ceny od dwa i pół euro za trejda do kilkunastu euro za grubaska, tytuły dość losowe).
Wiadomo, że dla takiego sklepu nie pojedzie się specjalnie do Brugii, ale jeśli zdarzy Wam się być w okolicy, to polecam zajrzeć.














