Rewatch po latach: „Gandahar”

Po ponad dwóch dekadach od ostatniego seansu powróciłem do filmu Gandahar, ostatniej pełnometrażowej animacji w reżyserii René Laloux z 1987 roku, do której projekty scenografii, postaci i innych istot robił komiksiarz Caza.

Był to powrót miły, a jednocześnie uświadamiający mi, jak niewiele z tego filmu pamiętałem. Choć widziałem go wcześniej trzy razy, na trzech różnych etapach życia – w dzieciństwie (tak, byłem jednym z tych dzieciaków urodzonych w latach 80., które obejrzały ten film w wieku około dziesięciu lat, bo dość powszechnym było przekonanie, że skoro to film animowany, to na pewno dla dzieci), w nastolęctwie i jakoś w początkach studbazy.

Nie wiem, na ile jestem w tym poczuciu odosobniony, a na ile jest to doświadczenie bardziej powszechne wśród osób, które ten film kiedyś widziały i powróciły do niego po latach, ale ja zapamiętałem z tych trzech seansów przede wszystkim warstwę wizualną, właśnie te projekty Cazy, i ogólny nastrój. Szczegóły fabuły wyparowały. Tak samo jak świadomość, że jakość samej animacji, wyoutsourcowanej do Korei Północnej, pozostawia wiele do życzenia. Choć właściwie to nie jestem pewien, czy podczas ostatniego seansu, ponad dwie dekady temu, to dostrzegałem.

Gandahar ma piękne tła i wspaniałe projekty istot wszelakich, ale cały ten świat wygląda lepiej na stopklatkach, niż gdy się rusza. Ale (to ważniejsze ale) nawet to takie-sobie-się-ruszanie nie przysłania tego, jak piękny wizualnie jest to film.

Na dowód piętnaście stopklatek (na których nic się nie rusza).

Wpis pojawił się na fanpejdżu 4 stycznia 2026 roku.

Dodaj komentarz