Makabryczna strzelanka z perspektywy pierwszoosobowej… tylko że to film

Mam słabość do twórczości Giulia De Santiego, współtwórcy studia Necrostorm, specjalizującego się w produkcji niezależnych filmów z niskim budżetem, za to wysokim stężeniem gore.

A w ramach tejże największą słabość mam do serii „Hotel Inferno” , utrzymanej w kluczu (bardzo) krwawego horrorowego FPS-a. W tej zaś do jej drugiej odsłony – Hotel Inferno 2: Katedra bólu (Hotel Inferno 2: The Cathedral of Pain, 2017, Giulio De Santi, Tiziana Machella.

Hotel Inferno 2 można obejrzeć bez znajomości pierwszej części. Możliwe nawet, że jest to lepszą opcją, ponieważ dopiero w drugiej De Santi i Machella w pełni odpinają wrotki. Wystarczy wiedzieć, że protagonista, Frank, jest zabójcą na zlecenie, który trafił do piekła i próbuje się z niego wydostać, by wrócić do żony.

Jeśli Wasze serca (hehe, w kontekście prezentowanego fragmentu, pun jak najbardziej intended) biją czule na myśl o serii Doom, w mniejszym stopniu oryginalnym Quake’u, w największym zaś – pierwszej odsłonie (chyba dziś nieco zapomnianej) serii Blood, a niskobudżetowe efekty praktyczne nie zniechęcają Was do seansu, a wręcz przeciwnie, to dajcie filmowi szansę.

W Hotel Inferno 2 stylizacja na strzelankę z perspektywy pierwszej osoby, rozgrywającą się w świcie, w którym piekło, demony i magia naprawdę istnieją, nie ogranicza się wyłącznie do warstwy wizualnej i konsekwentnego ukazywania akcji z oczu protagonisty. De Santi i Machella adaptują w niej także mechanikę tego typu gier, łącznie z odzyskiwaniem punktów życia (bezpośrednim punktem odniesienia jest tu Blood), pozyskiwaniem amunicji (tu nadnaturalny twist), a nawet tutorialem (protagonistę instruuje wiedźma, którą ten nosi na plecach).

P.S. Uspokajam, że cenzura lateksowych sutków to dzieło moje, nie twórców. W filmie są. Zdecydowałem się na nią, żeby algorytmy Facebooka nie wykopyrtnęły mi oryginalnego wpisu. A to, że w takim fragmencie cenzuruję właśnie je, a nie gore… No cóż, może to coś mówić o współczesnym świecie, a przynajmniej miejscu, w którym ten wpis zamieszczam.

Wpis pojawił się na fanpejdżu 30 stycznia 2026 roku.

Dodaj komentarz