Po niedawnym seansie Gandaharu, trzeciej pełnometrażowej animacji René Laloux z 1987 roku, siłą rozpędu podjąłem jego wcześniejszy film pełnometrażowy, czyli Władców czasu (Les Maîtres du temps) z 1982 roku.
Było to drugie podejście Laloux do adaptacji powieści Stefana Wula – Władcy czasu powstali na bazie Sieroty z Perdide (L’Orphelin de Perdide) z 1958 roku, natomiast jego pełnometrażowy debiut, Dzika planeta (La planète sauvage) z 1973 roku, to adaptacja Połączonych Omów (Oms en série) z 1958 roku.
Co ciekawe, przy każdym ze swoich trzech pełnych metraży Laloux pracował z animatorami z innych krajów. W przypadku Gandaharu była to Korea Północna, Dzikiej planety – Czechosłowacja, zaś Władców czasu – Węgry.
Tak jak Gandahar, również Władcy czasu mają komiksowy aspekt – projekty na potrzeby filmu z 1987 roku wykonał Caza, natomiast te do „Władców czasu” wyszły spod ręki Moebiusa.
A jakie wrażenia z seansu? Podobne jak przy moim wcześniejszym podejściu, jeszcze w czasach studenckich – ma fajne projekty, ma momenty (zwłaszcza wydarzenia na planecie Gamma 10, będące autorskim wkładem Laloux, znacząco odbiegającym od powieści, a, Międzyplanetarni Reformatorzy mają mocny wajb Jodorowsky’ego), animacja jest płynniejsza niż w Gandaharze, ale… no… jest to rzecz nudnawa.
Ale obejrzeć warto. Choćby dla sekwencji na planecie Gamma 10 i projektów Moebiusa.















Wpis pojawił się na fanpejdżu 10 stycznia 2026 roku.